Łukasz Zdanowski - blog

Monte Rosa SkyMarathon 2018

Monte Rosa SkyMarathon 2018

Skupiając się na czymś, co wykracza poza "strefę komfortu", uświadamiam sobie moje wartości. Wiem, że mogę wtedy odważniej spojrzeć w oczy wyzwaniu, które stoi przede mną i poprawić swoje wyniki!

Alagna. Dochodzi 3.30 rano.

Wstaję wypoczęty, chociaż „na oko” spałem zaledwie 4 godziny. Szybkie śniadanie, kawa, toaleta. Budzę Ilya Marczuka i powoli zmierzamy ku pięknej starówce. Nasze miejsce startu. Dziś jest naprawdę dobry dzień! Czuję się jak nigdy. Mega lekko. Wiem, że jest to dobry sygnał od mojego organizmu. Szarpie mną od środka! Nie mogę zahamować nerwów. Na początku biegu umawiamy się na taktykę Ilya, negativ split. Mamy się rozkręcić dopiero od 2500 m n.p.m., a tam ja mam już ciągnąć do góry! Nigdy nie lubiłem tej teorii biegania, każdy kto mnie zna, wie, że jestem narwany, czasami wręcz agresywny na starcie. Ale dziś robimy to razem. Próbuję się uspokajać. Wyobraź sobie, pierwsze metry do góry, a ja muszę iść! Czujesz to? No szlag mnie trafia! Jak widzę te starsze panie z dziećmi, mam ochotę ruszyć mocno, piecem do góry! Nie przyjechałem tutaj na spacer! Nie wiem tylko, czy jestem na to mocne tempo gotowy. Myślę sobie - Zdanowski, nie przepracowałeś zimy, non stop miałeś jakieś problemy i dobrze o tym wiesz, że to na formę raczej nie wpłynęło! STRES JEST TWOIM WROGIEM. Co chwilę krzyczę do Ilya - ruszamy, biegniemy, wypłaszcza się! Mam ochotę wybuchnąć. Nie mogę siebie opanować! Wyjście z lasu. Idziemy szybkim, dynamicznym krokiem. Mijamy babcie, dziadków, oddycham już pełną piersią! Ilya uspokaja - nie teraz, jeszcze nie. Zadaję sobie pytanie – k…a mać, no to kiedy zaczniemy robić robotę!? Niesamowitą robotę, którą wykonam przed moim głównym celem, który już czeka, już za dwa miesiące... Tak, bo Monte Rosa SkyMarathon, to tylko przystanek, start kontrolny! Chcę biec już teraz, czuję się silny jak nigdy!

Wysokość 2400 m n.p.m.

Pierwszy punkt kontrolny. Samopoczucie w skali od 1 do 10? Stawiam10! Tętno dopiero lekko przekroczyło mój drugi zakres - hr/145. Na podejściu czekam 2-3minuty na IIya. Teraz wiem, ze negativ split odegrał duża rolę. Zakładamy raczki i mocnym, dynamicznym krokiem wbijamy się w pierwsze śniegi na trasie. Dziś naprawdę czuję się dobrze, ajć, będę to powtarzał! W końcu też moje przypadłości żołądkowe i problemy z odżywianiem na trasie odeszły w niepamięć. Żeby nie było jednak tak idealnie, co jakiś czas spadają mi raczki z butów. Podjąłem dosyć ryzykowną decyzję i postanowiłem założyć inne buty ze stajni Salomona, niż wcześniej planowałem. Z jednej strony był to błąd, a z drugiej, na zbiegu ten pomysł okazał się wybawieniem.

Wysokość 2600m n.p.m.

Początek wymuldowanego lodowca, śniegi zlodowaciałe i warunki doskonałe na szybkie zdobywanie szczytu. Noga się kręci, wymijamy co chwilę konkurencyjne ekipy. Przed nami pierwsza ściana. Pokrzykuje do partnera, który trochę został w tyle, że lecę do drugiego punktu. Tam mamy się już wpiąć z liną i lonżami. Czekam dłuższą chwilę. IIya ma problemy z podejściem w tym dniu.

Wysokość 3200 m n.p.m.

Punkt kontrolny. Czekam na partnera, by ruszyć już do góry. W końcu Ilya dołącza. Szybko wiążemy się liną i mam w głowie tylko jedną myśl - gońmy już do góry! Trzeba nadrobić stratę, na pewno damy radę! Serio, niemiłosiernie mną dziś szarpie! Nie umiem tego opanować, ciężko mi jest się czasem zsynchronizować się z Ilya, ale bardzo tego pilnuję. Dobiegamy do podejścia, na oko strzelam 40%, w którym są poręczówki i bardzo dobrze że one tutaj są. Idziemy do góry w miarę sprawnie, nie ma zatorów, widać że ludzie cisną mocno pod górę. Wychodzimy w końcu na wypłaszczenie. W moim słowniku jest to jakieś 25% nachylenia. Pokrzykuję do Ila, by zaczął w końcu pracować na kijach, by odciążył nogi. Pewnie zadajesz sobie pytanie, czy zapamiętałem niesamowite widoki z tego biegu. No to Cię rozczaruję... Jedyne co zapamiętałem to dwie ekipy, które pędziły w dół, czyli liderów. Wiesz, że zwracam szczególną uwagę na technikę oraz luz w bieganiu. Wierz mi, biegli w dół ślicznie. Niesamowity luz w nogach, ogromna przewaga nad kolejną parą, zresztą nie byle jaką, Emilu i Kilianem. Z nimi minęliśmy się na punkcie,na wysokości 4200 m n.p.m. Niestety nie widziałem jak biegli, zdołałem jedynie uchwycić, że Emili oblała się herbatą ;) Staramy się cisnąć w górę mocno jak tylko jest to możliwe. Od czasu do czasu szlag mnie trafia, bo strasznie drażni mnie napięta lina, która, jak później się okazało, zdarła mi skórę na lewym "bicepsie".

W końcu mamy szczyt... 4554m n.p.m.

Wiedziałem, że przy gorszej dyspozycji partnera tego dnia, pod górę muszę ciągnąć za nas dwóch, by jak najszybciej zacząć wytracać wysokość i tak też się dzieje. Ilya z każdą chwilą w dół, coraz lepiej biegnie, odżywa chłop na dobre. Jestem z niego dumny. Ogromny szacun za kawał dobrej roboty! Zbieg, jak to zbieg, jakoś ciężko mi to opisać. Jak się później okazało minęliśmy sporo ekip. Szczerze? Nie zauważyłem jak i gdzie! Zbieg zrobiliśmy mega sprawnie, był nawet mały postój na toaletę niepubliczną ;) A później to już piecem w dół!

Znowu punkt 3200 m n.p.m. Zabieram linę, lonże i spadamy. Ilya pierwszy, już żwawo. Ja zostaję, by zapakować obowiązkowy sprzęt. I zaczyna się Sajgon. Od punktu, aż do 2500 m n.p.m... Na tym śliskim, śniegowym mokradle zbiegać się nie da, trzeba frunąć, albo zjeżdżać na tyłku. Tylko czekałem kiedy przywalę dupą o wystający kamień. Uff, na szczęście tyłek cały ;) A spadające raczki? Noo, spadały mi do samego końca. Szlag mnie trafiał! Masakra! Chciałem jak najszybciej dotrzeć do ostatniego punktu na 2400m n.p.m. i zdjąć w końcu to cholerstwo. Tym razem to Ilya na mnie poczekał i mieliśmy już przed sobą wspaniały, sześciokilometrowy zbieg, na którym wytraca się 1400m przewyższenia. Cudne uczucie! Nogi w porządku. Ilya na przodzie ładnie ciśnie w dół, a mi tylko pozostaje trzymać się go i razem dotrzeć na metę w Alagnie...

Chcąc zebrać owoce naszego wysiłku, musimy w końcu pozwolić sobie na odpoczynek. Odpoczynek staje się twoim przyjacielem, to równie produktywna forma aktywności fizycznej jak dodatkowa jednostka treningowa.

Monte Rosa SkyMarathon to kwintesencja biegów górskich. Bardzo lubię taki sposób zdobywania szczytów. Niesamowite uczucie, które ciężko mi opisać słowami. Jak tylko zostanie oficjalnie ogłoszona kolejna edycja, stanę na starcie w Alagnie po raz kolejny!

Zdjęcie autorstwa Iana Corlessa. Więcej wspaniałych fotografii z biegu znajdziecie na jego stronie: iancorless.org

 

Łukasz Zdanowski


sportowiec, pasjonat gór

Odwiedź mnie na:

0 komentarzy

Dodaj komentarz